Olędrzy na Mazowszu – Czas powojenny

W styczniu 1945 roku, tuż przed wkroczeniem wojsk radzieckich, rozpoczął się masowy exodus niemieckojęzycznych mieszkańców nadwiślańskich wsi. Drogi zapełniły się wozami z dobytkiem, zapanował chaos i nerwowość. Ci, którzy nie zdążyli się ewakuować, przeżyli po wyzwoleniu ciężkie chwile, Pierwsze powojenne dekrety usankcjonowały zasadę odpowiedzialności zbiorowej – wszyscy, którzy podpisali volkslistę automatycznie stawali się zdrajcami narodu, zatrzymywano ich, pozbawiano majątku i bez wyroku sądu umieszczano w obozach pracy. Wystarczającą przyczyną do zatrzymania mogło być nawet niemieckie brzmienie nazwiska. Na mazowieckim Powiślu obozy istniały między innymi w Leoncinie, Sochaczewie, Gostyninie. Nie zachowała się dokładna dokumentacja, wiadomo jednak, że było ich więcej. We wszystkich nagminnie dochodziło do naruszania prawa ze strony funkcjonariuszy. Polacy mogli starać się o przydzielenie volksdeutscha do pracy. Zdarzało się więc i tak, że Niemiec zostawał darmowym parobkiem swojego dawnego służącego w gospodarstwie, które przedtem było jego własnością. Nierzadko we wsi pozostawały miejscowe niemieckie kobiety, których mężowie byli pod koniec wojny wcieleni do wojska. Mieszkały gdzieś kątem, padały ofiarą gwałtów, a nie mając środków utrzymania, żebrały o jedzenie dla dzieci. Ciężki los czekał też niemieckie dzieci, które w zawierusze wojennej straciły rodziców.

W roku 1947 wszedł w życie kolejny dekret, który przypieczętował ostatecznie los kolonistów. Osoby, które zachowały niemiecką odrębność narodową, a więc posługiwały się na co dzień językiem niemieckim, zachowywały zwyczaje i należały do niemieckich organizacji, pozbawiano obywatelstwa, majątku i wysiedlano z Polski. Jeszcze w tym samym roku transport deportacyjny wywiózł z Powiśla mazowieckiego 1 200 kolonistów olenderskich. Opustoszałe gospodarstwa zajęli kolejni osadnicy…

***
Pan Adam Pietroń jest potomkiem repatriantów zza Buga, którzy przejęli takie właśnie opuszczone gospodarstwo…